niedziela, 4 kwietnia 2010

Psychoterapia: leczenie czy rozwój?

Kozetka psychoanalityczna Anny Freud Berggasse 19 Wiedeń
Fot. Marjorie Apel, Gabinet Anny Freud, lic. GNU 1.2
Psychoterapia to leczenie, rozwój, a może leczenie i rozwój? 

W ubiegłym wieku, przez długie dziesięciolecia utożsamiano psychoterapię z leczeniem dolegliwości i zaburzeń psychicznych. Już Freud protestował, by psychoanaliza nie stała się „służebnicą psychiatrii”. Zwolenników medycznego podejścia do psychoterapii wciąż nie brakuje, a należą do niego głównie lekarze i psychologowie kliniczni, jakich osobiście spotkałem, należących do Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego bądź PT Psychologicznego. Podejście medyczne zakłada, że zdrowie to tyle, co brak choroby (tu: psychopatologii), i że pacjentowi należy pomóc w opanowaniu określonych objawów, powodujących cierpienie. Ustąpienie objawów jest powrotem do zdrowia a tym samym powodem do zakończenia psychoterapii. Zwłaszcza, jeśli terapia była refundowana. 

Dziś przykładem takiego anachronicznego podejścia bywają słowa psychiatry, który w odpowiedzi na zgłaszane przez pacjenta trudności stwierdza: „Nie widzę u pana żadnej większej nieprawidłowości, proszę się po prostu tak bardzo nie martwić. Jest pan psychicznie zdrowy.” Albo psychoterapeuty: „Pani psychoterapia dobiegła końca”. Przypuszczam, że niewielu klientów jest usatysfakcjonowanych taką właśnie informacją.

Psychoterapia jest leczeniem i jest rozwojem. Jednego od drugiego z tych aspektów terapii nie sposób rozdzielić. 

Do tej pory najczęściej funkcjonowało takie myślenie: cierpimy wskutek zaburzeń, które jednocześnie ograniczają naszą swobodę i rozwój. Trzeba wyleczyć to, co chore, by móc się rozwinąć. Tymczasem myślenie odwrotne jest równie ważne i zasadne: zaniedbując własny rozwój, zdradzając swoją prawdziwą naturę, zaczynamy cierpieć, doświadczamy poczucia winy a ostatecznie zjawisk zwanych zaburzeniami. Trzeba poznawać siebie i tę samowiedzę włączać w życie, by uniknąć chorób.

Antynomia leczenie czy rozwój jest zbyt zawężająca. Gdy się leczymy, rozwijamy się; gdy się rozwijamy, leczymy się.

Czasem jednak akcent musi być położony mocniej na jeden z aspektów. Zdarza się, że przychodzi na psychoterapię osoba, co do której terapeuta nie ma wątpliwości, że problem emocjonalny jest głęboki; powiedzmy: z poziomu zaburzenia osobowości, tymczasem klient niczego więcej nie chce, jak się rozwijać. Jeśli ktoś chce przygotować się do maratonu, a ma po złamaniu źle zrośniętą nogę, to najpierw trzeba wyleczyć nogę, więzadła, tkanki, chrząstki i być może długo się rehabilitować. O maratonie na razie nie ma mowy, chociaż taka informacja pacjenta może rozzłościć. Czasem jest się bardziej pacjentem, niż klientem, czasem odwrotnie (zob. też artykuł „Pacjent czy klient?”).


Faktem pozostaje, że współcześnie zapotrzebowanie wielu osób szukających psychoterapii jest zgoła inne, niż wyeliminowanie dolegliwości. Psychiatra, psycholog kliniczny nie znalazłby problemu, ale te osoby chcą czegoś więcej od siebie i życia. Mogą latami chodzić z pasją na klasyczną psychoanalizę. W psychologii motywacji wyróżnia się motywacje braku (homeostatyczne) i motywacje wzrostu (heterostatyczne). Teoria motywacji wzrostu mówi, że niektórzy ludzie chcą wykraczać poza istniejącą równowagę, psychiczne status quo, poza schematy dające bezpieczeństwo, chcą ryzykować zmianę obrazu własnego „ja”, przekraczać własne granice i doświadczyć czegoś więcej, niż spokoju wynikającego z braku cierpienia. Psychoterapia oparta na myśleniu psychiatrycznym nie ma takiej osobie wiele do zaoferowania.

Współcześni psychoterapeuci stoją przed ważnym zadaniem wyjścia naprzeciw potrzebom takich klientów. Mogłoby być zbyt ograniczające dla klientów, gdyby ich aspiracje i gotowość rozwojowa znacznie przewyższały otwartość na własny rozwój samych terapeutów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza