niedziela, 16 maja 2010

Czy psychoterapia czyni nas ludźmi szczęśliwymi?

Ponad chmurami, Tatry - metafora szczęścia
Szczęście to:
1. Pomyślny bilans doświadczeń życiowych, powodzenie w realizacji celów; albo
2. Chwilowy stan emocjonalnej euforii, odczucie najwyższej radości; albo
3. Trwałe zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem, poznawcza ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego (za: http://encyklopedia.pwn.pl).

Widzę związek między szczęściem w każdym z powyższych ujęć a psychoterapią, ale nie jest to według mnie związek bezpośredni. Bezpośrednio bowiem – w najszerszym z możliwych ujęć – celem psychoterapii jest pomagać ludziom w ich problemach natury emocjonalnej, osobowościowej oraz wspierać rozwój. Czyli po pierwsze usuwać cierpienie.


Czym jednak jest cierpienie? Nie sięgnę tu do słownika, lecz do swojego własnego rozumienia jako psychoterapeuta. Otóż jest cierpienie nadmiarowe, klinicyści powiedzą, że patologiczne, neurotyczne, czyli wynikające z wewnętrznych konfliktów, braku równowagi między siłami osobowości, nieprzystosowania. To cierpienie, które człowiek sam sobie tworzy, choćby biernie, nieświadomie i w dobrej wierze. Przykład: jeśli ktoś w wieku szkolnym był odrzucony przez grupę, mógł nauczyć się radzić sobie poprzez rozbudowanie własnego, odizolowanego świata. Częściowo się to wtedy sprawdzało. Lecz po utrwaleniu ten mechanizm w wieku dojrzałym może być źródłem cierpienia związanego z samotnością.

Jest także niezależne od osobowości, cierpienie egzystencjalne, przynależne samemu istnieniu ludzkiemu, niezbywalne. To cierpienie, które powstaje w wyniku odkrycia własnej skończoności, śmiertelności, niedoskonałości i nieprzewidywalności świata. To ból dźwigania odpowiedzialności za kształtowanie swojego życia i nadawania mu sensu. Jeśli szczęśliwi ludzie cierpią, to przede wszystkim tym rodzajem cierpienia.

Zadania psychoterapii upatruję w pierwszej kolejności w pokonywaniu źródeł pierwszego rodzaju cierpienia a następnie w akceptacji faktów związanych z cierpieniem egzystencjalnym. Zmienić to, co zmienić się da i zaakceptować to, czego zmienić się nie da.

Psychoterapia nie jest najlepszą drogą do wymalowania sobie sztucznego uśmiechu na twarzy, na modłę stereotypów o Amerykanach. Ani do uśmierzania bólu poprzez oszukiwanie siebie. Jest jednak sojuszniczką odkrywania prawdy o sobie, w oparciu o doświadczenie samego siebie. Może z tego wyniknąć i radość odzyskania siebie, i trud zmierzenia się z niektórymi obszarami własnej duszy. Kruszenie iluzji nie wiąże się ze szczęściem chwilowym, euforycznym (por. def. nr 2), jednak może spowodować bardziej dojrzałe i mądre kierowanie swoim życiem, co na dłuższą metę przyczyni się do poczucia szczęścia jako zadowolenia z życia i pomoże realizować realistyczne cele i marzenia (por. def. nr 1 i 3).

Psychoterapia jako dyscyplina ma swoje ograniczenia i nie aspiruje do bycia drogą do szczęścia. Psychoterapeuta wykonuje - by tak powiedzieć – skromniejszą pracę: przezwyciężania wraz z klientem utrwalonych przeszkód, pozbywania się zbędnego balastu. Psychoterapia nie zastąpi w budowaniu własnego szczęścia ani religii, ani duchowości, ani innych, pozaterapeutycznych poszukiwań klienta. To pokorne zadanie psychoterapii bardzo sobie cenię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz