sobota, 24 lipca 2010

Czy możliwa jest psychoterapia przez Skype?


Psychoterapia na Skype i przez Internet
Osobiście nie bardzo w to wierzę, ale kto wie…

Jestem świadom argumentów zarówno „za” jak i „przeciw” i w tym poście je przybliżę.


Moje „przeciwko” 

Z punktu widzenia aktualnej wiedzy badawczej na temat psychoterapii, głównym czynnikiem leczącym jest relacja. A ta opiera się na bezpośrednim kontakcie. Kontakt oznacza, że w relację jesteśmy (lub przynajmniej potencjalnie możemy być) zaangażowani intelektualnie, emocjonalnie, cieleśnie i sensorycznie: widzimy się nawzajem, patrzymy lub unikamy wzroku w określony sposób, reagujemy na niuanse tonu głosu, ruchu ciała, odczuwamy ciepło lub chłód i uścisk podanej na powitanie dłoni, czasem czujemy swój zapach, odbieramy odległość między naszymi fotelami i nadajemy temu wszystkiemu znaczenie. Dopiero wszystko to tworzy unikalną całość doświadczenia, mającego walory diagnostyczne jak i terapeutyczne. Relacja, obecność i doświadczanie tu-i-teraz to sprawy nierozerwalne. Tylko teraz, tutaj, doświadczając swojej obecności, dwie osoby mogą stworzyć relację, która będzie lecząca. Internet znacząco zubaża bogactwo kontaktu.

Jednym z celów psychoterapii jest oddzielenie wyobrażeń od rzeczywistości i utwierdzenie się w tym, co realne, możliwe, dostępne. Można tego doświadczyć w głębokim spotkaniu. Natomiast zdjęcia, opisy słowne w sieci, e-maile a nawet przekaz audiowizualny często nasilają wyobrażenia. Dobrze widać to wtedy, gdy po „spotkaniu” internetowym dwie osoby spotykają się realnie i przeżywają konsternację, zaskoczenie, bo osoba ze spotkania internetowego okazuje się w rzeczywistości kimś innym od zbudowanego jej obrazu.

Kontaktowanie się przez Internet w pierwszej chwili niweluje poczucie samotności. W krótkim czasie można nawiązać wiele znajomości, zidentyfikować się z jakąś grupą, np. forum osób depresyjnych. Jeśli jednak ktoś poprzestanie na „spotkaniach w sieci”, poczucie osamotnienia powróci.

W przypadku osób chronicznie unikających realnych kontaktów, praca terapeutyczna przez Skype może podtrzymywać status quo klienta, polegające na unikaniu relacji. To tak, jakby psychoterapeuta nie wprost komunikował: „Tak, widocznie możesz się kontaktować z ludźmi tylko przez Internet”.

Żyjemy w czasach licznych i powierzchownych relacji. Sprawy międzyludzkie „załatwia się” w Internecie, bo często tak jest szybciej, taniej i prościej. Może się wydawać, że podobnie zadziała psychoterapia on-line. Wierzę jednak, że realne spotkanie zawsze wygra z tabletką, komputerem, smsem, portalem społecznościowym, blogiem, Skype itd.

Moje „za”

Jeśli psychoterapia trwa już jakiś czas w zwyczajnych warunkach gabinetowych i z jakichś powodów klient i terapeuta nie mogą się spotykać w gabinecie (np. z powodu wyjazdu) a zawieszenie terapii nie jest wskazane, to dla dobra procesu terapeutycznego warto rozważyć taką zubożoną formę psychoterapii.

Przypuszczam, że psychoterapia przez Skype jest bardziej prawdopodobna w podejściach terapeutycznych, w których najważniejszym medium jest słowo lub myśl, zaś utrudniona w podejściach poświęcających więcej uwagi aspektom niewerbalnym kontaktu terapeutycznego i całościowości percepcji jak Gestalt. Niemożliwa przez Internet będzie więc psychoterapia integrująca poprzez ciało, jako szkoła Aleksandra Lowena.

Jeśli więc założenia szkoły terapeutycznej dopuszczają taką możliwość, to czemu nie? Mój kolega psychoanalityk odbywał swoją terapię w innym mieście. Jego kontrakt terapeutyczny był taki, że dwie z trzech sesji w tygodniu odbywały się telefonicznie. A raz w tygodniu zawsze był „fizycznie” na swojej sesji. Zatem jeśli co pewien czas, regularnie, klient może spotkać się z terapeutą bezpośrednio, psychoterapia przez Skype zadziała. 


Dla niektórych osób może to być pierwszy sposób, by nawiązać ze swej samotni pierwszy kontakt z życzliwym człowiekiem. Może nie od razu jest to klasyczna psychoterapia (jeśli coś takiego istnieje), ale doświadczenie terapeutyczne, budujące motywację do dalszej pracy i nadzieję, dające punkt wyjścia do następnego kroku.

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z tym, że relacje z drugim człowiekiem mają hipnotyzujący wpływ na nasz rozwój, a psychoterapeuta poprzez swój sposób życia, szkolenia, nieustanną "rozkminkę" zagadek ludzkiego bytowania, może stać się katalizatorem przemiany. Ale mam wątpliwości czy sama relacja jest istotą psychoterapii, w takim sensie, że nawiązanie jakiejś szczególnej więzi, czy bliskości z terapeutą- drugim ojcem, matką, siostrą, bratem czy guru- jest decydującym czynnikiem uzdrawiania. Według mnie bardziej decydującym czynnikiem jest stworzenie warunków do dokonania zmiany (zewnętrznej lub wewnętrznej). Zadaniem psychoterapeuty byłoby tu nabranie jak najszybszej orientacji, której strony domaga się rozwój klienta, i powstrzymywanie się od mentorstwa w budowaniu jego świadomości wokół tegoż.
    Dlaczego właśnie zmiany? Klasyczny obiekt psychoterapii tzw neurotyk ma wiele pretensji do otaczającego świata lub do siebie. Niekoniecznie nieuzasadnionych. Jednak życie w swej przebogatej ofercie możliwości, a wierzę, że bogactwo życia jest nieskończone, zawsze będzie miało potencjał rozwiązania! Tymczasem neurotyk zamiast zabrać się do własnej przemiany (zmieniaj siebie, nie świat) ma tendencje do wbijania sie w rolę ofiary i oskarżania wszystkiego wokół!
    Tym co najbardziej sprzeciwia się zmianom jest właśnie stagnacja, tendencja do kostnienia, pseudorozwiązanie dla odwiecznego lęku przed samounicestwieniem. Nie pozwólmy aby relacja z psychoterapeutą służyła ostatniemu!

    OdpowiedzUsuń