sobota, 10 lipca 2010

Konwencja "po imieniu" w relacji terapeutycznej

 
Czy klient i terapeuta mogą zwracać się do siebie po imieniu? Czy taka konwencja jest w każdym wypadku nieprofesjonalna? Czy forma „ty” może szkodzić procesowi psychoterapii, albo przeciwnie: czy może go wspierać? Czy klient i terapeuta zwracający się do siebie po imieniu, ulegają nieświadomym przeniesieniom i przeciwprzeniesieniom, niejasnym motywom lub wychodzą poza relację terapeutyczną?
Do ryzykownych wniosków można dojść wtedy, gdy działanie specyficzne dla jednego systemu psychoterapii rozpatruje się w ramach odniesienia należących do innego systemu.

Kluczem do odpowiedzi jest więc kontekst, tło. A w tym przypadku jest nim przede wszystkim konkretna szkoła terapeutyczna. Innym rodzajem kontekstu jest środowisko, kultura, wiek zaangażowanych w psychoterapię czy obecny moment psychoterapii, tzn. proces i obszar, w którym dokonuje się praca terapeutyczna.

W kontekście psychoanalizy, zwracanie się do siebie po imieniu jest poważnym błędem, jest nieetyczne. I należy uznać, że zastosowanie takiej konwencji w psychoanalizie uszkodziłoby proces terapeutyczny. Z kolei, w ramach terapii humanistyczno-egzystencjalnej równie błędne byłoby nie odpowiadanie wprost na żadne pytania czy położenie klienta na kozetce. To wymuszenie regresji, celowe zerwanie pełnego kontaktu, ustawienie klienta w pozycji zależnej, podmiotowo nierównej. Podobnie interpretacja może być rozpatrywana jako błąd w sztuce w ręku terapeuty Gestalt, ponieważ narzuca pewne rozumienie, zakłada, że to terapeuta wie. Nawet, jeśli jest trafna, wprowadza inny rodzaj relacji, uzależnia, zamiast sprzyjać poszukiwaniom.

Jeślibyśmy przyjęli, że ludzie cierpią, ponieważ nie potrafią tworzyć bliskości i być w niej, zachowując swoją autonomię, to terapia powinna taką możliwość oferować. Bliskość z jednoczesnym poszanowaniem autonomii i różnic jest trudniejsza, niż dystans i bariera profesjonalizmu. Z pewnością bezpośrednia komunikacja w relacji terapeutycznej bliższa jest idei egzystencjalizmu dialogującego i spotkania „Ja-Ty” rozwijanej przez Bubera.

Elastyczność terapeuty, dająca mu możliwość zwracania się do siebie po imieniu w ramach psychoterapii, może być cennym narzędziem pracy. Jednocześnie może nieść ryzyko w ręku terapeuty niestabilnego, nie dość świadomego swoich granic lub potrzeby granic pacjenta. Bliskość bowiem to nie pomieszanie ról, spoufalenie czy zatarcie ról i różnic.

Psychoterapia rozwija, jeśli podważa iluzje, rozwija świadomość, kto jest kim; kim jestem, a kim nie będę; kim jest terapeuta, a kim nie jest i nigdy nie będzie. Oznacza to, że zwracanie się do siebie po imieniu musi być w pełni zaakceptowane przez obie strony, a jego znaczenie - wyjaśnione i uzgodnione.

5 komentarzy:

  1. Jestem w czasie psychoterapii,po ok.roku terapii zaproponowałem swojemu terapeucie,aby mówił mi po imieniu,wówczas i on zaproponował,abym mówił do niego po imieniu.Uwaząm ,ze było to zdrowe i w niczym nie zaszkodziło naszej relacji terapeutycznej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chodzę na terapię od dwóch miesięcy i przyznaję że przeszkadza mi to że nie mówimy sobie po imieniu. Powoduje to we mnie jakąś blokadę i pogłębia dystans. Źle się z tym czuję ale obawiam się, że moja terapeutka nie zgodzi się na przejście mówienia do siebie mniej oficjalnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też zaproponowałam swojej terapeutce po roku terapii, że łatwiej by się nam rozmawiało, gdybyśmy ominęły formę "Pani". Zapytała o powód. Podobnie jak poprzednik - blokuje mnie to i zamyka, zamiast otwierać, zwiększa dystans. Do bliskich mi osób zwracam się po imieniu, nie wspomnę, że w ogóle w stosunku nawet do dalszych znajomych raczej się imieniem posługuję. Niestety, terapeutka widzi w takiej formie jakieś niebezpieczeństwo, którego pojąć nie mogę. Nie chodzi mi absolutnie o spoufalenie, czy pomieszanie ról, ale o wygodę w wysławianiu. Nieraz tak się nakombinuję, żeby użyć właściwej formy, że zapominam, co chciałam przekazać. Wielokrotnie podejmowałam ten temat na terapii, terapeutka jest niezłomna. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychoterapia rozwija, jeśli podważa iluzje, rozwija świadomość, kto jest kim; kim jestem, a kim nie będę; kim jest terapeuta, a kim nie jest i nigdy nie będzie. Oznacza to, że zwracanie się do siebie po imieniu musi być w pełni zaakceptowane przez obie strony, a jego znaczenie - wyjaśnione i uzgodnione.

      Usuń
  4. Skracanie dystansu nie jest sposobem na otwartość... Terapeutka wie co robi, czego nie można powiedzieć o Tobie;)

    OdpowiedzUsuń