środa, 3 października 2012

Cel psychoterapii: świadomość czy zachowanie?

Woda symbol świadomości „tu i teraz”
Pytanie to dotyka jednego z bardziej dyskusyjnych problemów w psychoterapii od dziesięcioleci: co ma być wymiernym wskaźnikiem powodzenia klienta podczas trwania jego terapii? Czy zadaniem psychoterapeuty jest wpłynąć na realną zmianę w codzienności klienta, czy jedynie dopomóc mu w możliwie pełnym zrozumieniu swojego wnętrza? Od odpowiedzi zależy bardzo wiele, m.in. różnie „dobiera” się klientów do terapii, techniki do klientów, różnie też konstruuje się badania nad skutecznością psychoterapii.

Wielu psychoterapeutów dzieli istniejące metody psychoterapii na te nastawione na wgląd i uświadomienie oraz te nastawione na modyfikację funkcjonowania klienta. Podział ten cokolwiek sztuczny i nierozłączny, ukazuje jednak sferę pewnych wartości w psychoterapii.

Tradycyjnie nakierowanie na wgląd i świadomość przypisuje się psychoanalizie i jej najróżniejszym odmianom oraz psychoterapiom humanistycznym. Z nowszych podejść przypuszczam, że także tu widzi siebie np. psychologia zorientowana na proces. Z kolei nastawienie na zmianę w zachowaniu przypisuje się terapii behawioralnej, ericksonowskiej i neurolingwistycznemu programowaniu. Tu także umieściłbym hipnoterapię i biologicznie zorientowaną psychiatrię.

Czytelnik może zwrócić uwagę, że wgląd (insight) nie jest całkiem tożsamy ze świadomością (awareness). Wgląd jest rodzajem iluminacji, zdobyciem wiedzy o własnych, nieuświadomionych dotąd mechanizmach. Pełny wgląd zakłada zarówno silne przeżycie emocjonalne jak i umiejętność jego werbalizacji oraz nadania mu znaczenia w sytuacjach poza psychoterapią. Zaś świadomość, uświadamianie (wg Yontefa jedyny cel terapii Gestalt) jest rodzajem doświadczania; jest pozostawaniem w kontakcie z wszystkimi ważnymi elementami pola osoba – środowisko i angażuje sensorycznie, emocjonalnie, poznawczo i energetycznie. Uświadamianie jest efektywne, jeśli osadzone jest w dominującej tu-i-teraz potrzebie organizmu. Pojęcie wglądu bliższe jest psychoanalizie a pojęcie świadomości psychoterapii humanistycznej. Często pojęcia te są używane zamiennie.

Nie sądzę bynajmniej, że psychoterapeuta NLP z urzędu lekceważy proces świadomości klienta i wglądu a psychoanalityk - wolicjonalny wysiłek pacjenta zmierzający do zmiany zachowania. Gdzie indziej leżą akcenty, inna jest metodologia dochodzenia do celu, jakim ogólnie jest polepszenie samopoczucia klienta. Uważam też za nieludzkie gloryfikowanie świadomości w sytuacji skrajnego cierpienia człowieka: wtedy trzeba przede wszystkim nieść ulgę.

Oczekiwanie samego klienta w tej sprawie zmienia się w czasie trwania psychoterapii. Z początku często wiedzie go chęć zaprzestania cierpienia, związanego z jakimś objawem. W zasadzie oczekuje wówczas, by psychoterapeuta potraktował go lub przynajmniej jego problem – instrumentalnie. Z biegiem czasu klient nierzadko zaciekawia się sobą i nabiera apetytu na podróż w siebie, nawet jeśli niełatwą, to przynoszącą głębszy wgląd i akceptację siebie takiego, jakim siebie doświadcza. Oczywiście nie chodzi o popadnięcie w drugą skrajność, jak w dowcipie o moczeniu nocnym, którego bohater wprawdzie nie pozbył się przykrej dolegliwości, jednak po psychoterapii w pełni ją rozumiał i akceptował.

Potrafię sobie wyobrazić realną zmianę funkcjonowania klienta bez szczególnego wglądu. Potrafię także myśleć o owocnej pracy w obrębie świadomości, którą klient przeniesie do swojego życia. Psychoterapeuta jest wówczas tym, kto podprowadza klienta do momentu ważnego uświadomienia, a rzeka zmian zaczyna płynąć sama. Zdarza się także, że pomimo skoku w świadomości klient nie zmienia nic w swoim życiu. Wtedy wystarczy czasem lekkie popchnięcie, zachęta do ryzyka. A czasem klient potrzebuje jeszcze uświadomić sobie, dlaczego wnosi taki rozdział między sesją w gabinecie a swoim światem poza nim.

Osobiście bardziej wierzę w taką zmianę w życiu klienta, która wynika z jego rozwoju świadomości, niż jest wynikiem techniki, przeprogramowania, przewarunkowania itd. Jeśli wiem, jak coś zrobiłem, znajduje się to w sferze mojej kontroli i mogę łatwiej zrobić to ponownie, stosować do różnych kontekstów. Akcent położony na świadomość jest także aktem zaufania terapeuty do jego klienta.

Prawdziwe, odkrywcze i poruszające poszerzenie własnej świadomości niełatwo zaprzepaścić, ponieważ uświadomienie rodzi odpowiedzialność. Odpowiedzialność nie tylko w sensie moralnym, co także sprawczym: coś mogę, coś w takim razie zależy ode mnie. Jeśli coś ważnego o sobie odkryłem, np. w jaki sposób to ja przyczyniłem się do rozpadu moich ważnych życiowych relacji, to trudno tę wiedzę zepchnąć z powrotem w nieświadomość i nie narażać się jednocześnie na egzystencjalne poczucie winy (dotyczące zdrady samego siebie). Z tego powodu, przypuszczam, że prawdziwe uświadomienie z racji tej odpowiedzialności skłoni klienta do przekucia swojego odkrycia na życie.

Trudno mi zarazem wyobrazić sobie terapeutę, który nie cieszyłby się widokiem rozległych, pozytywnych zmian w życiu jego klienta: trwałymi relacjami z ludźmi, podejmowaniem nowych działań, miłością do rodziny, przyjemnością z pracy itd. Co innego jednak życzyć tego klientowi, co innego wymagać. W tym względzie psychoterapeuta jest jak „wystarczająco doby rodzic”, który wyposaża dorastające dziecko w różne możliwości i pozostawia je do jego wyłącznej dyspozycji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz