niedziela, 30 czerwca 2013

Pacjent czy klient?

Vincent van Gogh Sorrow / Cierpienie; pacjent czy klient psychoterapii?


Kto chodzi na psychoterapię: pacjent czy klient?

Wielu specjalistów spiera się w sprawie tego, które określenie jest bardziej adekwatne do psychoterapii.
Zwolennicy „klienta” współczują pacjentom ich skośnego położenia w relacji i samoskazania na chorobę.
Z kolei tradycyjni terapeuci, przyjmujący „pacjenta”, czują niesmak na konsumpcjonistycznie brzmiące im określenie „klient”.

Niektórzy używają jeszcze słów „adept”, „rozmówca” czy „wspierany”.

Czy nam się to podoba, czy nie, słowo „klient” wchodzi do sfery medycznej w wyniku procesów ekonomizacji opieki zdrowotnej.

Zamiast skupiać się na mankamentach słów „pacjent” i „klient”, postanowiłem docenić każde z nich za to, że oddaje inny, równie ważny aspekt relacji między psychoterapeutą i osobą otrzymującą pomoc.

Kiedy myślę „pacjent”, mogę skupić się bardziej na cierpieniu tej osoby (łac. patiens=cierpiący), jej potrzebach, objawach. Mogę poświęcić czas na lepsze zrozumienie tego, co chłodno nazywane jest mechanizmami zaburzenia. Wszelka stygmatyzacja jest fatalna, ale terapeuta nie oceniający nigdy i niczego, to złudzenie. Co ciekawe, zgodnie z definicją „pacjenta” wg WHO, jest on osobą korzystającą ze świadczeń, niezależnie od tego, czy jest chory, czy zdrowy.

Kiedy myślę „klient”, jestem świadom jego autonomii, w której przychodzi do mnie jako do profesjonalisty, po konkretną usługę – psychoterapię - polegającą na rozwijaniu świadomości siebie i swoich problemów. Wystrzegam się wszystkiego, co mogłoby uzależnić ode mnie klienta, a pracując z nim mam w bliższej i dalszej perspektywie jego samodzielność, stanowienie o sobie, zdolność podejmowania dobrych decyzji. W końcu to klient „zatrudnia” mnie do wykonania określonej pracy na rzecz jego wiedzy o sobie i pozostaje moim współpracownikiem.

Niektórzy korzystający z psychoterapii wolą myśleć o sobie „pacjent”, inni zaś „klient”.

Termin niczego nie przesądza. W literaturze Perlsa, Lainga, Maya czy Yaloma pojawia się określenie „pacjent” w kontekście humanistycznej, podmiotowej relacji. Rogers opracował podejście skoncentrowane na „kliencie”, a prowadzona przez niego psychoterapia nie miała nic wspólnego z handlowym podejściem do osoby.

A jak my, uczestnicząc w psychoterapii, chcielibyśmy być nazywani przez terapeutę: klientem czy pacjentem? I co to dla nas znaczy?

5 komentarzy:

  1. "Wystrzegam się wszystkiego, co mogłoby uzależnić ode mnie klienta"
    Może i się wystrzegacie, ale niezależnie od tego pacjent/klient i tak się przywiązuje, a widzę po sobie, że chyba i uzależnia. Może to tylko jakiś etap.

    Klient brzmi tak "sucho". Jak w jakiejś relacji handlowej, ja ci coś sprzedaję ty coś kupujesz, ja ci wciskam co można żebyś kupił, ty dajesz się przekonać i kupujesz, potem się rozstajemy i ja zapominam o tobie bo jest ktoś następny, a ty albo jesteś zadowolony albo nie. Trochę to terapię przypomina ale w słowie pacjent widzę trochę większą troskę o osobę. Może się tylko łudzę, ale dla mnie lepiej brzmi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może potrzebne jest trzecie słowo? Nie chcę o sobie myśleć ani "pacjent", ani "klient" i nie chcę, żeby tak myślał terapeuta. Jestem uczestnikiem terapii, bo nie leczę się tylko rozwijam. Wykorzystuję możliwości relacji z terapeutą-partnerem, a nie kupuję u niego. Nawet jeśli w czasie rozwoju trzeba coś wyleczyć, a w relacji to ja jestem tym, który płaci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz Karolu, chyba tym artykułem "zmusiłeś" mnie do najgłębszej w moim dotychczasowym doswiadczeniu refleksji, jak to jest z moim własnym odbiorem tego słowa. Bardziej będąc po tej drugiej stronie, czyli nie z pozycji terapeuty, tak się dyplomatycznie wyrażę ;-).

    Przez chwilę zastanawiałem się nad tym, że rzeczywiście przydałoby się "trzecie" słowo - to zgodnie z przeczytanym pod artykułem komentarzem. Próbowałem przez chwilę pomówić w myślach o psychoterapii używając zwrotu "osoba w terapii". W niektórych kontekstach taki twór mógłby nawet pasować, ale na dłuższą metę nie ma sensu. Zapewne przydałoby się zupełnie nowe słowo, ale wprowadzenie go do słownika i doprowadzenie do sytuacji, aby było w naturalny sposób używane, to chyba jakieś nieprawdopodobne przedsięwzięcie.

    Zatem pozostaje wybór pomiędzy pacjentem i klientem. Osobiście, kiedy stawiam się w sytuacji osoby potrzebującej wsparcia i pomocy w samodzielnym "stanięciu na nogach", bliżej mi do pacjenta. Jest coś w tym słowie, co daje nadzieję na pomoc, nawet jeśli miała by to być ułuda. Jest w nim coś bardziej humanistycznego - bardziej, niż w "kliencie". Merkantylne zabarwienie tego słowa, "ludzkiego" wymiaru nie posiada. Być może tylko dla mnie i wpływ na to ma moje generalnie sceptyczne nastawienie do komercyjnego wymiaru naszej egzystencji - ale miałem podzielić się osobistą refleksją i niech tak zostanie.

    Próbując spojrzeć na ów wybór racjonalnie, również wydaje mi się, że procesowi/zjawisku psychoterapii bardziej odpowiada "pacjent". Po prostu dlatego, że słowo "psychoterapia" samo w sobie jest "leczeniem". A skoro tak, to do leczenia bardziej pasuje pacjent. Gdzie zatem "klient" ? Tam, gdzie na pierwszym miejscu jest rozwój, doskonalenie, czyli może tak modne w naszych czasach kołczowanie ? Tam bardziej przychodzi się po usługę, a nie po pomoc. Tak, wiem, że oba procesy się ze sobą zazębiają i na terapię udaję się również ludzie mający na celu własny rozwój, a niekoniecznie doświadczający dotkliwego cierpienia. I ma to wielki sens, albowiem zdrowy i samoregulujący się człowiek, może już nie potrzebować kołczingu, ponieważ jest w stanie samodzielnie podejmować dobre dla siebie decyzje. Jednak dopóki mamy "terapię", czyli leczenie, może bardziej naturalne byłoby doświadczanie jej przez "pacjentów" ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja wypowiedź Jacku, nasunęła mi dalszą refleksję. Nawet rozwojowa motywacja podjęcia psychoterapii, często po kilku miesiącach współpracy odsłania obszary do pracy terapeutycznej. Albo inaczej: jak terapeuta pomaga klientowi rozwijać się? Badając i przepracowując wewnętrzne przeszkody na drodze samoregulacji. A czym są te przeszkody? W psychoanalizie np. przeniesienie albo opór, w Gestalcie mechanizmy unikania kontaktu, czyli jakiś rodzaj psychopatologii. Aby móc się rozwijać, należy usunąć przeszkody (por. poj. „zaburzenia rozwoju” u Perlsa). Czyli każdy klient jest w psychoterapii także pacjentem.

      Usuń
    2. "moje generalnie sceptyczne nastawienie do komercyjnego wymiaru naszej egzystencji"

      Piękne, muszę zapamiętać! W ogóle popieram w całej rozciągłości. Jak również stwierdzenie Anonima nr 1, że w słowie "pacjent" więcej troski jest...

      Usuń