piątek, 7 kwietnia 2017

I tak trudno się zmienić

Opór przed zmianą - uparty osioł
Trudno się zmienić i nie dzieje się to przez słabą wolę.

„Chciałbym więcej pracować lub pracować mniej, być bardziej jakimś a mniej innym, czegoś się nauczyć, a czegoś oduczyć”. Pomysł, mobilizacja i… rozczarowanie sobą.

Proponuję więc na początek - nie wyrzucaj sobie, że znów nie udało ci się wprowadzić w życie jakiejś oczekiwanej zmiany. Nie spiesz się z obiecywaniem sobie poprawy.

„Ależ to przez lenistwo, słaby charakter, brak motywacji lub samodyscypliny” – tak najłatwiej wyjaśnić sobie niepowodzenie w zmianie. Jednak psychoterapeuci patrzą na to zgoła inaczej.

Pomocą w zrozumieniu (i oby) zaakceptowaniu miernych efektów naszych syzyfowych prac może być założenie, że ambiwalencja i sprzeczność są po prostu wpisane w ludzką naturę. Oznacza to przykładowo, że jednocześnie czegoś chcemy (zazwyczaj świadomie) i jednocześnie tego nie chcemy, lub chcemy czegoś innego (zazwyczaj mniej świadomie). Mamy intencje, które ze sobą konkurują. Równie mocna, jak chęć rzucenie palenia, może być chęć przeżywania emocjonalnej gratyfikacji poprzez palenie. Fajnie byłoby wstawać wcześniej i medytować, jednocześnie miło jest sobie rano dłużej podrzemać. Dostrzegamy w sobie tylko wektor w jedną stronę, a nie widzimy tego w przeciwną. I dziwimy się, czemu nam nie idzie, skoro następuje przyłożenie siły, mówiąc językiem fizyki. Dopiero oba wektory tworzą obraz całości. Nie uwzględniać współzawodniczącego celu, to jak ruszać samochodem na zaciągniętym ręcznym hamulcu; kosztuje to wiele energii, szybciej zużywa silnik albo silnik gaśnie. Założenie, że upragnionej zmiany możemy jednocześnie nie chcieć, może budzić nasz sprzeciw, bo podważa naszą wiarę we własną spójność i konsekwencję.

Osobowość jest jak ekosystem. Wyczuwamy intuicyjnie, że trudno jest wprowadzić do dowolnego ekosystemu pojedynczą zmianę, nie zaburzając przy tym dynamiki całości. Opór przed zmianą jest częścią intuicyjnego poznania skutków zmiany, w tym sensie jest przejawem naszej mądrości.

Konkurencyjne intencje nie muszą być przeszkodą na drodze do zmiany, lecz mogą nią być, jeśli uwierzymy, że zakładany cel jest ważniejszy niż cokolwiek innego i że mamy dla niego więcej energii, niż to jest naprawdę.

Im większy przymus - wszystko jedno, czy zewnętrzny, czy wewnętrzny - tym większy opór przed zmianą. Arnold Beisser pisze:
Zmiana pojawia się wtedy, gdy ktoś staje się tym, kim jest, a nie kiedy usiłuje stać się tym, kim nie jest. Zmiana nie następuje pod wpływem stosowania przymusu, ale ma miejsce, jeśli ktoś poświęca czas i wysiłek na to, aby być tym, kim jest - aby w pełni zainwestować w swoją obecna pozycję. Rezygnując z roli inicjatora zmiany, czynimy ją możliwą.
 A. Beisser

Jednym z przykładów oporu, zaczerpniętych z pola psychoterapii, jest praca z pacjentką, która przychodzi do psychoterapeuty z powodu cierpienia w toksycznym związku i deklaruje chęć pracy nad wyjściem z takiego związku. Doświadcza ona konfliktu wewnętrznego. Mówi do terapeuty „Chcę odejść, ale nie potrafię”. A jak wiadomo, konflikt wewnętrzny ma tendencję do eksternalizacji, czyli do rozgrywania się między dwoma osobami. Jeśli terapeuta zacznie działać na rzecz jej separacji od toksycznego związku, pacjentka będzie bronić pozostania w nim. Jej dialog wewnętrzny stanie się teraz dialogiem między terapeutą a pacjentem. Terapeuta przeformułowuje więc jej zdanie „Chcę odejść, ale nie potrafię” na zdanie: „Chcę odejść i chcę z nim być”. Osoba z alternatywą „albo - albo” nieświadomie zastawia pułapkę na siebie i terapeutę. Jednak „albo - albo” to nie jest pełne przedstawienie sprawy; pacjent dąży do pozbycia się jednego bieguna siebie. Są inne rozwiązania, choćby nie robienie niczego. Lepiej jednak zachęcać do zidentyfikowania się z tą częścią siebie, którą pacjent próbuje odrzucić, czyli do zawłaszczenia wszystkich aspektów sytuacji. W tym miejscu spotykamy się znów z wcześniejszym wątkiem uświadamiania sobie konkurencyjnych potrzeb, intencji.

John Enright, twórca podejścia pt. Terapia i poradnictwo bez oporu, nazywa ten etap pracy terapeutycznej badaniem konkurencyjnych motywów. Przytaczam fragment sesji terapeutycznej:

Terapeuta: W porządku, dobrze. A teraz wrócimy do tej małej iskierki nadziei, która pojawiła się i jakby zgasła. Zadam ci zaraz bardzo dziwne pytanie. Pamiętając o tym, że ta depresja i lęk to naprawdę dla ciebie przykre, czy jednak nie masz z tego żadnej korzyści?

Klient: Och nie. Utyłem. A wcale tego nie potrzebuję. I nie pracuję już 2 tygodnie.

Terapeuta: Wiem. To raczej niedobrze. Ale czy nie ma żadnych ubocznych korzyści?

Klient: Mówisz teraz dokładnie jak moja żona. Ona twierdzi, że to wygląda tak, jakbym ja chciał całymi dniami tylko się wylegiwać.

Terapeuta: W porządku. Chcę to tylko sprawdzić. Warto to wiedzieć. Będziemy nad tym pracować. Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że to miło nie pracować? Czy coś w tym rodzaju?

Klient: No cóż, tak. To miło nie pracować. Moja praca jest naprawdę nudna. (Pauza) Wiesz, myślę, że między innymi dlatego wpadłem w depresję. Tam nie dzieje się nic jakbym chciał. Nie jestem doceniany.

Terapeuta: Tak więc jednym z ubocznych efektów negatywnych poczucia się lepiej byłoby to, że musiałbyś wrócić do tej okropnej pracy.

Klient: Tak, myślę, że masz rację.

Terapeuta: Musimy to wiedzieć. Jeżeli w którymkolwiek momencie naszej pracy pojawi się myśl o jakimś negatywnym efekcie wyjścia z depresji, powiedz mi o tym, bo może to być ważne.

Klient: Co masz na myśli mówiąc, „jeżeli pojawi ci się myśl?”

Terapeuta: Jeżeli na przykład będziemy pracować nad twoim lękiem, a ty zaczniesz myśleć: „Naprawdę zaczynam się czuć lepiej i niestety będę musiał wrócić do tej podłej pracy", jeżeli pojawi się coś takiego, to powiedz mi o tym.

Klient: W porządku.

Terapeuta: Dobra, chcę cię znowu o coś zapytać. Załóżmy, że ja naciskam guziczek, i cały problem się kończy. Naciskam. Czy teraz pojawi się jakakolwiek niewygoda czy ujemny skutek? (pauza) Co znaczy ten uśmiech?

Klient: No cóż, moja żona bardzo się o mnie troszczy, bo jestem przygnębiony. Zwykle nie jest taka miła.

Terapeuta: Rozumiem. Tak więc gdybyś nagle stał się pełen wigoru i kipiał energią, co by się stało?

Klient: No cóż, ona teraz czasem suszy mi głowę, ale zwykle robi to bez przerwy. Teraz daje mi odrobinę więcej oparcia.

Terapeuta: W porządku. Czego doświadczasz kiedy to mówisz? Co się dzieje w twojej głowie?

Klient: Ach, to nieco zabawne.

Terapeuta: Tak.

Źródło: Terapia i poradnictwo bez oporu, w: Nowe strategie i techniki pomocy psychologicznej, red. Santorski, PTHP Warszawa 1984

Jak widzimy, z psychoterapeutycznego punktu widzenia nie chodzi więc o to, aby przede wszystkim ćwiczyć wolę, lecz poszerzać świadomość. Kiedy dokładnie przyjrzeć się konkurencyjnym intencjom, to wiele z nich „puści”, rozwieje się i możliwa stanie się zmiana. Niektóre z nich okażą się jednak ważne. Na tyle, by wstrzymać się ze zmianą. Chodzi więc o to, aby różne (także sprzeczne) wartości, były w naszej świadomości w miarę równo i demokratycznie reprezentowane. Porzucić wtedy cel, to nie porażka, lecz sukces uczciwej świadomości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz